
Znowu to pismo
Umowa do sprawdzenia, wezwanie z urzędu, reklamacja. Odkładasz tydzień, a potem i tak zabiera pół wieczoru.
Osobisty asystent AI, który pamięta Twoje sprawy — firmowe i prywatne — pilnuje terminów i domyka je, kiedy Ty robisz coś innego. Piszesz do niego na Telegramie, tekstem albo głosem, jak do znajomego.
Chcę takiego asystentaPięć spraw, które wracają co tydzień. Żadna nie jest trudna — po prostu nie ma ich kto zrobić.

Umowa do sprawdzenia, wezwanie z urzędu, reklamacja. Odkładasz tydzień, a potem i tak zabiera pół wieczoru.

Klient, projekt, papiery, dom. Skaczesz z jednej sprawy na drugą, a głową jesteś we wszystkich jednocześnie.

Klient, księgowa, wykonawca, urząd. Zanim usiądziesz do swoich rzeczy, mija tydzień.

Dostajesz ofertę albo kosztorys — i nie masz jak sprawdzić, czy to uczciwa stawka.

Wysłana oferta, na którą nikt nie odpisał. Nikt Ci o niej nie przypomni, bo nikt poza Tobą o niej nie wie.
Da się tak żyć. Do czasu.
Te same pięć spraw, co przed chwilą.
Tym razem załatwione.
Robisz zdjęcie. Tłumaczy, o co chodzi, i pisze odpowiedź. Wieczorem, w kilka minut.
Wyrzucasz z siebie wszystko naraz. Dostajesz listę — i wiesz, od czego zacząć.
To on odzywa się pierwszy. Sam pamięta, że masz termin.
Nie dziesięć linków — konkretna odpowiedź i jedno pytanie, które warto zadać.
Spisujesz po spotkaniu, w drodze do auta. Dostajesz ustalenia: kto, co, do kiedy — i przypomnienie, zanim termin minie.
To nie są Twoje sprawy — Twoje będą wyglądać inaczej, firmowe i prywatne w jednym czacie. Ale tak dokładnie to działa.
Jest lista rzeczy, które robisz Ty.
Wrzucasz mu umowę, kosztorys albo pismo z urzędu i pytasz, na co uważać. Odpowiedź przygotuje od razu — sprawdzasz i wysyłasz Ty.
Pilnuje tego, co wisi po cudzej stronie. Wysłana oferta bez odpowiedzi, obiecane ustalenie, mijający termin — przypomni wtedy, kiedy to jeszcze coś zmienia.
Prowadzi rutyny, o które poprosisz: przypomnienie o składkach na początku miesiąca, cotygodniowa lista spraw, które wiszą, sygnał dzień przed wizytą rodziców u lekarza. Mówisz mu raz i tak zostaje.
Im dłużej z nim pracujesz, tym więcej wie o Twoich sprawach — i tym mniej musisz tłumaczyć.
Tak, to sztuczna inteligencja — tylko nie ta, którą znasz z przeglądarki.
ChatGPT czeka, aż przyjdziesz. Asystent rano przypomni o terminie — nie musisz pamiętać, żeby zapytać.
Każda rozmowa z ChatGPT zaczyna się od zera. Wrócisz do sprawy klienta po dwóch tygodniach i asystent wie, na czym stanęliście — bez tłumaczenia od nowa, kto to jest i o co chodziło.
ChatGPT napisze Ci, jak to zrobić. Asystent po prostu to robi: przygotuje plik, wpisze termin do kalendarza Google, wyśle zaproszenia. Nie dostajesz instrukcji, dostajesz zrobione.
Do ChatGPT trzeba wejść. Asystent jest tam, gdzie już piszesz — Telegram, po polsku, głosówką albo tekstem, jak do znajomego.
Rozmowy z ChatGPT zostają na koncie u dostawcy. Twój asystent ma własny serwer w Europie, a dostawcy modelu nie zapisują niczego, co mu napiszesz. Dlatego trafiają tu rzeczy, których nie wpisuje się do zwykłego czatu.

Nie kupujesz dostępu do narzędzia. Kupujesz obecność.
Dostajesz panel, w którym widzisz swoje sprawy z ostatnich 30 dni — co się domknęło i czego już nie masz na głowie.
* Średnia ze wszystkich osób, które dziś mają asystenta — z realnych domknięć, nie z szacunków. Liczone ostrożnie, zawsze w dół.
Nie chodzi tylko o zaoszczędzone godziny.
Chodzi o to, że wieczorem nic już nie leży.
349 zł / mc
pierwszy miesiąc i uruchomienie: 790 zł
Za co dokładnie płacisz
690 zł / mc
wchodzisz przy odnowieniu, po pierwszym miesiącu
Za co dokładnie płacisz
do ustalenia
start ustalamy razem
Kiedy to ma sens
Zanim portfel się wyczerpie, asystent przechodzi w tryb oszczędny — jak dokładnie działa portfel.
Nie chcę Cię wiązać umową. Jeśli asystent się nie sprawdzi, oddaję pieniądze.
Bezpieczeństwo w czterech przystankach.
Twój asystent ma własny numer i rozmawia wyłącznie z Tobą. Nikt inny nie dostanie odpowiedzi.
Tak jak SMS idzie przez operatora. Telegram to droga, nie sejf — dlatego to, co ważne, zostaje jedno miejsce dalej.
W Europie, nie za oceanem. Nie konto w wielkiej amerykańskiej aplikacji, tylko własna maszyna — tu leży wszystko, co asystent o Tobie wie, i stąd się nie rusza.
Żeby odpowiedzieć, musi wysłać samo pytanie do przetworzenia. Korzystam tylko z dostawców, którzy nie zapisują ani pytania, ani odpowiedzi. Jest tańsza droga. Nie korzystam z niej.
A ja? Mam klucz do Twojego serwera — muszę mieć, żeby móc go usprawniać. Potrzebuję wiedzieć, czy asystent odpowiada, a nie co powiedział. Zaglądam głębiej tylko na Twoje zgłoszenie i zawsze pytam wtedy o zgodę. Nigdy po cichu.
I nie jest to tylko moje słowo. Przy zamówieniu zawieramy umowę powierzenia danych — dostajesz ją mailem, w PDF. Jest w niej poufność, imienna lista firm, przez które dane przechodzą, i skasowanie serwera razem z kopiami na koniec.
To Ty decydujesz, co mu powierzasz — i dlatego rozpisuję tę drogę tak dokładnie, zamiast po prostu zapewnić, że jest bezpieczna.
Nie da się zepsuć — nie ma tu żadnych pokręteł ani ustawień. Wszystko mówisz mu wprost, jak do znajomego: „przypomnij mi”, „sprawdź to”, „nie pisz mi już o tym”. A jeśli coś naprawdę przestanie działać, to jest mój problem, nie Twój.
To moja robota, nie Twoja. Na wdrożeniu przechodzimy przez Twój zwykły tydzień i ustalam, czym ma się zająć na start. Potem dochodzi to, co zauważysz po drodze — mówisz mu i od razu się tym zajmuje.
To dwie różne rzeczy. Asystent nie zadzwoni w Twojej sprawie, nie pojedzie i nie odbierze przesyłki — do tego potrzebujesz człowieka. Za to nie trzeba go szukać, wdrażać ani pilnować, a odpisuje też o drugiej w nocy. Zaczyna pracę najpóźniej następnego dnia roboczego.
Piętnaście minut rozmowy i tyle, ile zajmie Ci zainstalowanie aplikacji. Nie musisz nic przygotowywać — pytam o Twój zwykły tydzień, resztę składam sam. Najpóźniej następnego dnia roboczego dostajesz ode mnie SMS-a z dostępem i zaczynacie.
Telegram to darmowa aplikacja do wiadomości — instalujesz raz, a przy wdrożeniu przechodzę z Tobą przez to krok po kroku. Wybrałem go, bo działa na każdym telefonie i pozwala asystentowi wysyłać pliki, przypominać o terminach i odzywać się samemu.
Pomyli się czasem — jak każdy, komu powierzasz sprawy. Dlatego ma jedną twardą zasadę: nic ważnego nie idzie w świat bez Twojego OK. Pismo, mail, zgłoszenie przygotuje i pokaże — wysyłasz Ty. Resztę robi sam.
Na początku warto — jak przy każdym nowym współpracowniku. Po tygodniu zwykle już wiadomo, co robi dobrze bez patrzenia, a co wolisz przejrzeć. Wtedy po prostu mu to mówisz i tak zostaje.
Sam ustalasz, kiedy i o czym ma się odzywać — rano, tylko przy terminach, albo wcale. Jeśli pisze za dużo, mówisz mu to raz i tak zostaje. Nie musisz nikogo o to prosić ani na nic czekać.
Wystarczy zapytać asystenta — powie, ile z portfela poszło i ile zostało, w dolarach, bo w dolarach płaci dostawcom. Sam się z tym nie odzywa, żeby nie zawracać Ci głowy rachunkami; pyta się wtedy, kiedy chcesz wiedzieć. Uprzedzi Cię za to sam, gdy zacznie się kończyć.
Tak, i nie chowam go: w abonamencie jest portfel asystenta — w planie Starter $40 miesięcznie, rozpisane w cenniku wyżej co do grosza (do pierwszego miesiąca dokładamy drugie $40 — masz $80 bez dopłaty). Na ile go starczy, zależy od tego, ile mu zlecisz; tego nie obiecuję, bo nie mam na to wpływu. Gdy zaczyna go brakować, asystent uprzedza Cię i przechodzi w tryb oszczędny: rozmowa, poranny przegląd i przypomnienia o terminach lecą dalej, a stałe rutyny, o które prosisz, mają przerwę. Albo doładowujesz i wracasz do pełnego tempa, zwykle w kilka minut.
Asystent uprzedza, zanim przejdzie na oszczędniejszą pracę — i jeszcze raz, gdyby miał przestać odpowiadać do końca miesiąca. Wtedy wybierasz: doładowanie stawia go z powrotem na nogi, zwykle w kilka minut, albo po prostu czekasz do nowego miesiąca i nic to nie kosztuje. Nigdy nie stawiam Cię przed faktem i nigdy nie doliczam niczego wstecz.
Masz 14 dni od zawarcia umowy, żeby się wycofać bez podawania powodu — wystarczy mail „rezygnuję”. Oddaję wpłatę razem z uruchomieniem i z całą niewykorzystaną częścią portfela; nie potrącam nic za dni, w których asystent już dla Ciebie pracował. Zostaje u mnie tylko to, co asystent zdążył zapłacić dostawcom AI — tych pieniędzy nie mam, poszły dalej w chwili, w której dla Ciebie pracował.
Mówisz i kończymy — bez wypowiedzenia i bez tłumaczenia się. Pakuję wszystko, co asystent u Ciebie zgromadził, i oddaję Ci w całości. Serwer znika razem z zawartością. Tak samo, gdyby to kiedyś ja musiał się wycofać — Twoje rzeczy wychodzą razem z Tobą.
Pomyśl o jednej sprawie, która leży u Ciebie od tygodni. Od niej zaczniemy.
„Pytam o Twoje sprawy, nie prezentuję oferty. Po 15 minutach wiesz, czy to ma sens.”